Uroczystość Objawienia Pańskiego: o zwycięstwie wiary nad rozumem

Na dzisiejsze Święto Objawienia Pańskiego lubię mówić Święto Zwycięstwa Wiary nad Rozumem. Dlaczego?

W naszym poszukiwaniu Boga każdy w końcu spotyka swojego Heroda – tego, który za wszelką cenę zasiewa w nas wątpliwość, zatrzymuje, zaraża wrogością i podejrzliwością. Tego, który z pozycji siły i z upartą racjonalnością przekonuje nas o irracjonalności dobrej nowiny. Tego, którego serce tak mocno przeniknięte jest żalem, że jest gotów zabić przychodzące do niego dobro.

Każdy z nas spotyka swojego Heroda, bo Heroda nosimy w sobie. To nic innego, jak nasz własny rozum, nasze poznanie, wiedza i wszystko to, co wiemy o świecie, o sobie, o ludziach. To, co w naszym przekonaniu nas definiuje i charakteryzuje, to, co potwierdza nasze istnienie. To też zbiór naszych doświadczeń, szczególnie takich, które w naszym rozumieniu przeczą istnieniu Boga. Taka nasza prywatna teologia (choć chciałoby się powiedzieć „egologia”), prywatny dowód i sens istnienia, nasze status quo, którego zazwyczaj nie wypuszczamy z rąk, bo dzięki niemu mamy poczucie bezpieczeństwa.

Niestety, zdumiewająco wielu z nas zatrzymuje się przy Herodzie i pozostaje tam już na zawsze, wdając się w nieskończoną dyskusję z jego argumentacją, dając się zwodzić i wykradać cenne ziarna wiary. Ten poziom rozwoju duchowego jest nam doskonale znany – chcemy, ale zbyt wątpimy, by pójść dalej. Pragniemy, ale mamy w sobie mnóstwo podejrzliwości. Coś tam słyszeliśmy, że gdzieś tam komuś przydarzyło się coś dobrego, że komuś odmieniło się życie – ale wyślemy kogoś innego, by to sprawdził, i z dystansu będziemy się przyglądać rozwojowi wypadków.

Wiara z kolei ma to do siebie, że wyrusza w nieznane, idzie dalej, kwestionując absolutnie wszystko, co do tej pory wiedział rozum. Wiara całkowicie i bezwzględnie zaburza nasze status quo. Dlatego właśnie dzisiejsze Święto jest świętem zwycięstwa wiary nad rozumem – mędrcy składający swoje dary, w pierwszej kolejności składają w darze swoje rozumy. Skłaniają swoje „mądre głowy”, by zacząć żyć sercem. Wyzwalają się ze swojej wiedzy i doświadczenia, ze wszystkiego tego, co do tej pory zakreślało horyzonty ich życia i stanowiło ich status quo. Mędrcy, którzy przecież rozum mają w tożsamości, oddają właśnie całą swoją tożsamość, by zaufać wierze.

To upokorzenie, czyli oddanie swojego status quo na rzecz całkowitego zawierzenia Jezusowi, jest konieczne, jeśli chcemy pójść dalej w życiu duchowym. Jeśli przychodzimy do Jezusa, ale swoje dary (tu: swoje rozumy) kurczowo przyciskamy do piersi, to niestety nie zobaczymy happy endu. Potrzebujemy skłonić głowy, by spadły z nich korony i w końcu uwolniła się w nas przestrzeń wiary.

Brak odpowiedzi

Napisz odpowiedź