Przestań się zmieniać, jesteś doskonałym dziełem

Jako psycholog od lat mam zboczenie zawodowe, by raz na jakiś czas siadać nad kartką papieru i porządkować swoje życie. Ciekawie jest obserwować swoje własne notatki i ewolucję, jaką to porządkowanie przeszło.

Na początku fundamentalne pytanie, jakie sobie zadawałam, brzmiało: Kim chcę się stać? Zapalona coachingowym i szkoleniowym trybem funkcjonowania zawodowego lubiłam siebie KREOWAĆ według swoich WŁASNYCH PRAGNIEŃ. To one wydawały mi się najsłuszniejszym punktem odniesienia, a proces TWORZENIA SIEBIE był dla mnie przejawem emocjonalnej dojrzałości – biorę życie w swoje ręce i działam. Jeszcze wtedy nie rozumiałam, że taka postawa, choć sama w sobie dobra, była niewystarczająca i nie do końca spójna z Bożym pomysłem.

Po drodze pytanie zmieniło się na: Kim jestem? Pytanie to było już głębsze i bliższe istocie sprawy, ale wciąż jakby brakowało w nim czegoś więcej. Wiedziałam już, że to chyba trochę jest tak, że ja już jestem, że nic nie trzeba dodawać, ale wciąż za tym pytaniem stały ukryte warunki – co zrobiłam? Jak się postarałam? Co osiągnęłam? To właśnie odpowiedzi na te pytania w moim odczuciu kształtowały moją tożsamość i decydowały o tym, kim jestem. Moje osiągnięcia, zasługi, zdobycze, ilość kroków rozwojowych, które uczyniłam intencjonalnie i z wysiłkiem, wystawiały ostateczną ocenę w moim „Dzienniczku ucznia”.

Ostatecznie pytanie zaczęło brzmieć: Kim jestem w Bogu?, a właściwie: Co o mnie jest jeszcze przede mną zakryte? Co mam do odkrycia? Czego o mnie jeszcze nie wiem? Zdałam sobie sprawę, że PROJEKT JA od zarania dziejów jest już gotowy, a moim zadaniem jest jedynie jego ODKRYCIE. Że nie mam WYKREOWAĆ SIEBIE, nie mam siebie od nowa TWORZYĆ – to nie moje zadania, bo ja nie jestem STWORZYCIELEM, ja jestem DZIEŁEM. Czy dzieło maluje samo siebie? Czy samo decyduje, na jakiej wystawie będzie wywieszone? Czy dzieło samo z siebie wzbudza zachwyt, czy wzbudza je DZIĘKI GENIUSZOWI ARTYSTY?

W tym procesie ewolucji pytań stopniowo zaczęła się przede mną odkrywać istota ludzkiego JA. Nie istniejemy sami z siebie, nic własną wolą nie możemy do siebie ani dodać, ani odjąć. Więcej – nie jest tak, że gotowy, idealny pomysł na nasze JA widnieje gdzieś w odległej przestrzeni, a my wszelkimi wysiłkami musimy mozolnie realizować cele, które nas do niego doprowadzą. Choć każdego dnia staramy się, postanawiamy, próbujemy być „lepszą wersją samych siebie”, w takiej logice nie mamy szans na powodzenie, bo sami z siebie nie możemy stać się doskonali. My jedynie, w doskonałej uległości i pokorze wobec Stwórcy, możemy odkryć siebie już doskonałymi.

Pełnia własnego Ja i idące za nim szczęście nie są osiągalne na drodze naszych zasług i wstępowania coraz wyżej po drabinie doskonałości. Pełnię Ja możemy poznać jedynie poprzez ODKRYWANIE siebie w Bogu, zaciekawienie dziełem, które stworzył niebieski Artysta. To niezwykła ulga, szczególnie dla tych spośród nas, którzy wpadli w nerwicę perfekcjonizmu lub depresję niskiego poczucia wartości. Nie jesteśmy wybrakowanymi produktami, które przez całe życie trzeba poprawiać, lecz pełnymi piękna dziełami Boga. Naszym zadaniem nie jest nic do siebie dodawać, lecz konsekwentnie i wytrwale z DZIEŁ SZTUKI, jakimi jesteśmy, WYCIERAĆ KURZE naszych fałszywych przekonań, trudnych doświadczeń, zranionych emocji. Dopiero wtedy, gdy pozbędziemy się negatywnych naleciałości naszego JA, odsłoni się przed nami doskonały pomysł Stwórcy i nasze w Nim odbite oblicze.

A zatem jeśli wysiłek – to wysiłek w odkrywaniu. Jeśli starania – to starania o usunięcie przeszkód. Jeśli wspinanie się po jakiejkolwiek drabinie – to nie wspinanie się w górę do idealnego obrazu siebie, ale schodzenie w dół, wgłąb naszej już idealnej istoty.

***

Tekst jest zainspirowany książką M.M.Gajdów pt. „Świątynia. Wstęp do kontemplacji”. Szczerze polecam każdemu.

Jeśli chcesz ODKRYWAĆ siebie w Bogu i wobec innych ludzi, zapraszam Cię na Naprawdę Dobre Wakacje.

Brak odpowiedzi

Napisz odpowiedź