Prześladowani

W nocy nie spał. Przepocił całą piżamę. Wiedział, że jak powie rano, że boli go brzuch, mama pozwoli mu nie iść do szkoły. Nawet ojca przekona, że dziecko przecież chore i do szkoły posyłać go nie będzie. Jakie chore, jakie chore? Znowu wydziwia, leń jeden. A jednak będzie mógł zostać. Mama zmierzy gorączkę, da lekarstwa. Nie zapyta, czy naprawdę boli. Wie, że nie, ale nie ma odwagi pytać. On z kolei nie ma odwagi mówić. Milczą, gdy ona gotuje mu rosół.

*

Wracała do domu przerażona. Wiedziała, że gdy ojciec zobaczy na świadectwie czwórkę zamiast piątki, będzie lanie. Mogła zapanować jedynie nad tym, ile pasków odliczy – jeśli będzie grzeczna i przyzna mu rację, dostanie dziesięć na tyłek w spodniach. Jeśli będzie wierzgać i twierdzić, że to wina nauczyciela, będzie musiała ściągnąć spodnie i liczyć do trzydziestu. Do dziś pamięta dźwięk otwieranej szafy i uderzanie klamer pasków o drzwi. I te głuche kilka sekund ciszy, gdy wybierał, czym dzisiaj będzie bił.

*

Była nowa w klasie, więc bała się, czy ją polubią. Usiadła w niezajętej ławce, lecz wychowawczyni przesadziła ją do pierwszej. Pamięta, jak spłonęła rumieńcem, gdy nauczycielka przedstawiła ją na forum całej klasy. Była pewna, że wszyscy patrzą i się śmieją. Ucieszyła się, gdy jakaś koleżanka dosiadła się do niej i zapewniła ją, że się nią zajmie. To wtedy po raz pierwszy usłyszała: „Świstak, świstak!” i rechot grupy chłopców siedzących z boku. To była jej trzecia szkoła. W każdej śmiali się z jej zębów.

*

Grupki. Nie należał do żadnej. Bardzo mu zależało, ale nigdzie nie chcieli go przyjąć. W każdej szkole szybko stawał się kozłem ofiarnym, choć był zwyczajnym chłopakiem. Gdy trafiał do nowej, robił wszystko, by go polubili. Z tymi, którzy wyśmiewali się z innych, wyśmiewał. Z tymi, którzy grzecznie chodzili na każdą lekcję, też chodził. Z wagarowiczami wagarował. A jednak nikt go nie lubił. Gdy nadchodziły wakacje, tata pytał: Czemu nie zaprosisz kolegów? Było mu wstyd, więc mówił, że wyjechali. Ojciec się wściekał: Zrób coś, na pewno twoi koledzy robią coś fajnego. To tylko pogłębiało myślenie, że coś z nim nie tak.

*

Najgorzej było na przerwach – wydawało się jej, że ją śledził. To była wielka szkoła, mnóstwo zakamarków. Unikała piwnicy i bocznych klatek schodowych, bo tam ryzyko było największe. Ale i tak ją znajdował, nawet w największych korytarzach, i całym ciałem przytwierdzał do ściany. Nie była pewna, czy będzie ją bił, czy całował. Bała się tak czy siak. Ludzie przechodzili obok, ale nikt nie reagował. Niektórzy się śmiali, ci bardziej przestraszeni odwracali wzrok. Potem, gdy wracała do domu, chciała opowiedzieć mamie, ale nie wiedziała jak. Wieczorami pisała wiersze i wkładała do szuflady przy łóżku. Nie rozumiała, czemu tak bardzo nie chce jej się żyć.

*

Śmierdzi Ci z ryja, debilu! Twoja stara to blachara! Pedał, ciota! Słyszał to codziennie. Gdy coś zrobił nie tak, ale też bez powodu, gdy na przerwie spokojnie siedział pod ścianą i jadł kanapkę. Mama owijała ją w kolorowe serwetki i zawsze pisała jakiś liścik. Uśmiechnij się! Dziś będzie dobry dzień! Uwierz w siebie! Wkurzało go to, ale nie miał serca jeszcze w drodze do szkoły się tego pozbyć. Odwijał więc swoją kanapkę z kolorowych serwetek, a oni wołali: Ciota! Mamusia ci kanapeczki zawija w pedalskie serwetki! Potem było mu niedobrze. Gdy nie widzieli, szedł do łazienki i wkładał palce do gardła. W końcu znaleźli go martwego w lesie. Nie zostawił liściku.

1 Comment

  • M.

    04.09.2019 o 10:01 Odpowiedz

    Byłam o rok młodsza od całej reszty.
    Przy tuszy, od zawsze. Nieśmiała, bo do tej pory w większości miałam kontakt raczej z dorosłymi. W domu jasno było zakomunikowane, że mam być dumą rodziny – grzeczna i dobrze się uczyć. Pierwsza wywiadówka – pochwała na forum całej klasy przed rodzicami. Dziadek prawie pękł z dumy. Za to inni rodzice najwyrazniej ustawili mnie dzieciom, jako poprzeczkę do przeskoczenia. „Jeśli nie bedziesz mieć piątki ze sprawdzianu, to nie pójdziesz na urodziny do XYZ. Patrz, ona jest od Ciebie młodsza, a lepsza” – to autentyczne cytaty, które leciały nad uchem moich koleżanek z klasy. Reakcja była prosta do przewidzenia. Po co uczyć się więcej, kiedy można zgnoić koleżankę, by uczyła się mniej? Opowiadałam o tym w domu, a Mama robiła awanturę w szkole, ale nie stuktowało to w żaden sposób. Psycholog szkolna rozkładała ręce i sugerowała, że „może mogłabym nie mówić wszystkiego w domu” (sic!) a jeszcze mocniej, niż my, dzieci, kłócili się ze sobą rodzice. W szóstej klasie zostałam przepisana do innej klasy. Co prawda kolegów nie miałam aż do liceum, ale przynajmniej dostałam odrobinę świetego spokoju i nikt nie próbował spychać mnie ze schodów.

Napisz odpowiedź