Jak podejmować decyzje

Niemoc podejmowania decyzji – jak ją pokonać?

W Twojej głowie tysiące pomysłów, a mało który dociera do etapu realizacji; od lat nosisz w sercu wizje, co będziesz robił, gdy tylko zaczniesz; wiesz, co powinieneś robić, ale nie potrafisz przełamać impasu; jesteś już zmęczony samym myśleniem o działaniu, a jeszcze nawet nie zacząłeś działać…

Niemoc podejmowania decyzji… znasz to? Twoje życie nie wygląda tak, jakbyś chciał, i coraz częściej masz obawy, że w dużym stopniu to Twoja zasługa. Nie podejmujesz decyzji, bo tak naprawdę boisz się zmiany, nie masz ochoty na wysiłek z nią związany, brak Ci nadziei albo zwyczajnie Ci się nie chce.

O trudnościach z podejmowaniem decyzji często słychać w gabinecie terapeutycznym. Ten uniwersalny problem bywa owocem nieznajomości siebie, niskiego poczucia wartości czy lęku przed zmianą. Zresztą, przyczyn niemocy decyzyjnej może być wiele. Jakie są te najpopularniejsze?

LĘK PRZED ZMIANĄ

Przychodzi człowiek do psychologa i mówi, że bardzo chce zmienić swoje życie. Super – myślę – w takim razie już na wejście mamy mocny fundament. Opracowujemy wstępny plan zmiany, bierzemy się do pracy i… natychmiast mobilizują się w człowieku wszystkie mechanizmy stawiania oporu przed zmianą. To ciekawy paradoks – ktoś, kto chce zmiany, równocześnie bardzo jej nie chce. Gdy w procesie terapii okazuje się, że zmiana będzie boleć, bo będzie wymagała porzucenia starego, znanego i bezpiecznego życia, człowiek nie jest już taki ochoczy do ruszania czegokolwiek w sobie. Wszak lepsze znane, choć nieprzyjemne, niż nieznane i właściwie nie wiadomo jakie.

NIEMOC CZY… ZWYKŁE LENISTWO?

Czasem niemoc bywa jednostką chorobową, czasem faktycznie gdzieś na samym dnie naszej istoty tkwi mocno zakorzeniony paraliż decyzyjny, a lęk przed zmianą jest zbyt duży, by pokonać go w łatwy sposób. Ale trzeba nam stanąć w prawdzie i przyznać, że często nie mówimy o niemocy, ale o zwyczajnym lenistwie. Po prostu nie chce się nam podejmować decyzji, nie jest nam miła wizja starania się i wysiłku, który będzie konieczny, by zobaczyć pożądane efekty. Kto z nas w dzisiejszych łatwych czasach, gdzie tak wiele mamy podane na talerzu, ma jeszcze prawdziwą cnotę wytrwałości? Kto potrafi długo wytrzymać w nieprzyjemnym stanie braku efektów działania, typowym dla pierwszego etapu zmiany?

NIEUMIEJĘTNOŚĆ TRACENIA

Nie podejmujemy decyzji również dlatego, że nie potrafimy i nie chcemy tracić. Robert Frost pisał:

Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną –
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

Wraz z każdym podejmowanym w życiu wyborem otrzymujemy w pakiecie również konsekwencje tego wyboru. Jedną z nieuchronnych konsekwencji wybierania jest to, że wybierając jedno, nie wybieramy czegoś innego. To oczywista oczywistość, a jednak wielu z nas walczy z nią jak lew, wyszarpując rzeczywistości strzępki nadziei na to, że możemy równocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko.

Decydując się na jedną pracę, nie wybieramy innej. Być może właśnie w tej, której nie wybieramy, czekałby na nas szybki awans i większe pieniądze… Nie wybieramy jej jednak i musimy ponieść tego konsekwencje, nie rozmyślając nieustannie o tym, co by było, gdybyśmy jednak na nią się zdecydowali.

Mówiąc na ślubnym kobiercu „tak” wybranej osobie, mówimy „nie” wielu innym. Gdy za dziesięć lat przyjdzie kryzys małżeński, możemy snuć fantazje, jak dobrze byłoby związać się z tamtym znajomym ze studiów, tamtą koleżanką z pracy… Wtedy na pewno byłoby inaczej, z pewnością bylibyśmy szczęśliwsi… Takie fantazjowanie to przejaw nieumiejętności tracenia – nie chcemy zgodzić się na to, że kiedy dziesięć lat temu coś wybraliśmy, straciliśmy również nieodwołalnie inne możliwości.

W POSZUKIWANIU WOLI BOŻEJ?

Pytanie o rozeznawanie woli Bożej i woli własnej cieszy się szaloną popularnością w kręgach chrześcijańskich. Czyżbyśmy byli aż tak pobożni, że chcemy w doskonały sposób wypełnić wolę Ojca, czy raczej zakręciliśmy się neurotycznie wokół własnego ja? Żyjemy w czasach bardzo sprzyjających niemocy decyzyjnej – wyborów jest tak wiele, a my czujemy się w tym coraz bardziej zagubieni. Odbijamy się od jednego pomysłu do drugiego, od takiej wizji do innej, dołączając do tego jeszcze nieustanne pytanie o to, czego chce od nas Bóg. To niekończąca się spirala wątpliwości, w której zapominamy, że Bóg bardziej chce, byśmy robili cokolwiek dobrego, niż byśmy w ogóle zaniechali robienia czegokolwiek. Lepiej zrobić każdego dnia nawet najmniejsze dobro, niż przez wiele dni rozważać, jakie wielkie dobro mógłbym zrobić, ale go nie robić.

Gdy w nieskończoność rozważamy, co byłoby lepiej zrobić i czy Bóg pochwali naszą decyzję, dobrze jest przyjrzeć się motywacjom, dla których wchodzimy w tego typu błędne koło rozmyślań. Czy naprawdę chodzi nam o zgodność z Bogiem, czy po prostu posługujemy się argumentem Boga, by unikać konkretnego działania?

POSTANOWIENIE POPRAWY

Decyzji nie podejmujemy również dlatego, że czasem nie dostrzegamy ich duchowego wymiaru. Pamiętam moje zdumienie, gdy podczas jednej ze spowiedzi usłyszałam: A na jaką poprawę się decydujesz? Zgodnie z formułkami zawsze pod koniec spowiedzi mówimy, że postanawiamy poprawę, ale jak często tak naprawdę podejmujemy decyzję, że przez najbliższy miesiąc będziemy pracować nad konkretnym zachowaniem? Może przyzwyczailiśmy się do Bożego miłosierdzia i pobłażamy sobie w naszych grzesznych nawykach? Czy ostatecznie nie powinniśmy czuć choć trochę zażenowania, jeśli spowiadamy się z tych samych grzechów od wielu lat i nie widzimy ani milimetra zmiany?

Być może przywykliśmy już do tego, że choć chcemy poprawy, to przecież nie wydarzy się ona tak nagle. Być może zmiana to dla nas synonim sumy przypadków, ewentualnie wspartej Bożą łaską. Gdy jednak spojrzymy na sprawę z bliska okaże się, że zmiana jest zależna w ogromnym stopniu od naszej decyzji. Czy wiedzeni miłością do Boga potrafimy decydować się na konkrety?

ROZWÓJ – EFEKT PODEJMOWANIA DECYZJI

Gdyby małe dziecko nie zdecydowało się na ssanie matczynego sutka, nie nauczyłoby się jeść. Gdyby nie zdecydowało się pierwszy raz przewrócić z pleców na bok, nie nauczyłoby się raczkować. Gdyby nie zdecydowało o postawieniu pierwszego kroku, nie nauczyłoby się chodzić… Te kroki rozwojowe mamy wbudowane w naszą naturę – człowiek intuicyjnie je wykonuje, nie zastanawiając się nad nimi.

Niestety, gdy w dorosłym życiu w grę zaczynają wchodzić różne wewnętrzne konflikty, emocje czy przekonania, potrafimy rezygnować z podejmowania decyzji, które mogłyby poprowadzić nas do rozwoju. Zostajemy na minimalnym koniecznym poziomie rozwoju, tak naprawdę karłowaciejąc i nigdy nie stając się tym, kim możemy się stać. Nie podejmując decyzji, zakopujemy talenty i nie korzystamy z pełni możliwości, jakie złożył w nas Bóg. Podejmujemy decyzję o zostaniu w miejscu braku rozwoju, uparcie przekonując siebie i innych, że nie powiodło się nam w życiu. Nie widzimy lub widzieć nie chcemy, że to, jak żyjemy, jest efektem naszych decyzji. Wolimy tkwić nawet latami w rozgoryczeniu, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

ROZWIĄZANIE?

Rozpoznać i nazwać, podjąć decyzję i wcielić ją w życie, w końcu wytrwać i utrwalać owoce – oto cały proces pokonywania impasu decyzyjnego. Choć nie ma tu jednych łatwych i jednoznacznych rozwiązań, bo każdy z nas z innego powodu zatrzymuje się w miejscu i unika decyzji, jest kilka uniwersalnych kroków, które możemy podjąć, by zacząć sobie radzić z decyzyjnym paraliżem.

W pierwszej kolejności trzeba zreflektować, co mnie powstrzymuje – lęk? Jeśli tak, to przed czym? Wstyd? Brak pewności siebie? Niechęć do wysiłku? A może poważna depresja, nieprzepracowane dzieciństwo, długotrwała żałoba czy kryzys? Trzeba to sobie wyśledzić i ponazywać, maksymalnie konkretnie.

Gdy mam już konkretną przyczynę, mogę określić konkretną decyzję – co spróbuję zrobić? Jak aktywnie przeciwstawię się temu problemowi? Jeśli brakuje mi motywacji, znajdę ją. Zbadam, co jest w stanie dźwignąć mnie z barłogu, gdy nie będę miał siły. Jeśli paraliżuje mnie lęk, każdego dnia będę powtarzał prostą modlitwę: „Jezu, ufam Tobie”, a potem będę szedł w decyzje mimo lęku. Jeśli brak mi pewności siebie, wbrew temu będę planował sytuacje, w których będę musiał zmierzyć się ze swoimi kompleksami. Spróbuję, pomimo wszystko, nie unikać już dłużej konfrontacji.

A gdy przyjdą pierwsze wątpliwości i zmęczenie podjętą decyzją – wytrwam. Na przekór chęci odpuszczenia nie dam za wygraną. Wyleję szczerze przed Bogiem wszystkie emocje, ale nie odejdę z miejsca walki i starania, wierząc, że Bóg mnie wesprze. Wytrwam i zobaczę owoce, a gdy zobaczę owoce, będę je pielęgnował i pomnażał. Po czasie zobaczę, jak spektakularne efekty daje wierność raz podjętej decyzji. Dzięki temu będę chciał więcej, bo będę widział, że podejmowanie decyzji ma ogromny sens i prowadzi mnie do miejsca wzrostu oraz życia, którego pragnąłem…

***

Przełamanie impasu w podejmowaniu decyzji nie należy do najłatwiejszych. Czasem u podłoża niemocy decyzyjnej leży zwyczajny życiowy bałagan i niepoukładane priorytety oraz cele. Jeśli ten problem dotyczy Ciebie, zapraszam na warsztaty porządkowania życia „Prostota” 8.grudnia w Krakowie – kliknij tutaj i dowiedz się więcej. 

Brak odpowiedzi

Napisz odpowiedź