Boże Narodzenie, czyli na początku był strach

Oni wszyscy się boją. Zachariasz, Maryja, Józef, pasterze. Wszyscy w pierwszej kolejności słyszą: Nie bój się. Zanim miłość stanie się ich doświadczeniem, najpierw przeniknie ich strach. Jakby zranieni czymś, co nigdy już nie da im spokoju. Zaćmi się obraz, będą zagubieni, ich status quo ulegnie rozsypce. Nic już nie będzie takie jak dotąd, a to, do czego zostaną zaproszeni, przerośnie ich możliwości. Czy istnieje bardziej bolesna rana, jak odebranie fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa?

Czyli radość zaczyna się od strachu? Miłość poprzedzona jest zranieniem?

Lecz ta rana musi być im zadana, bo ich poczucie bezpieczeństwa jest iluzoryczne. To raczej rutyna dawno utraconej nadziei na dziecko, przywiązanie do własnych dziewczęcych pragnień, przekonanie o własnej sprawiedliwości, utknięcie w pracy bez perspektyw. To są wszystko światy, które muszą być naruszone, jeśli prawdziwa łaska ma do nich dotrzeć. Rana musi być zadana, by prawdziwa miłość mogła zostać wlana.

Problem z Bogiem jest taki, że gdy raz usłyszymy Jego głos, On już nigdy nie da nam spokoju. Wielu z nas ucieknie, by uniknąć zranienia. Choćbyśmy jednak uciekli od Boga na drugi koniec świata, na końcu drogi i tak spotkamy tego samego anioła, który będzie nam nieustannie ogłaszał tę samą nowinę. Rodzi się Jezus, On przywróci Cię do prawdziwego życia, ale zanim to zrobi, najpierw wywróci to Twoje do góry nogami.

Kto odważy się przyjąć cios tej wymagającej nadziei? Kto wytrzyma lęk, by zobaczyć, co pojawi się później?

Jedni nie przejdą próby wiary i oniemieją, inni przyjmą wyzwanie i pójdą za Jego głosem. Dla tych, którzy zrezygnują, czekać będzie ciężkie do udźwignięcie cierpienie – cierpienie odpuszczenia szansy, bolące z czasem coraz bardziej. Ci, którzy zaryzykują, wejdą na trudną drogę wiary, na której będą się zmagać ze sobą i z Bogiem, lecz ich walka przyniesie zbawienie.

A czy nie o to właśnie chodzi w Bożym Narodzeniu? O zbawienie? Przyjmijmy Boga, który nie przychodzi do nas łatwymi ścieżkami i na łatwe ścieżki nie zaprasza, ale który obiecuje coś znacznie większego. Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 24,13). Nie istnieje piękniejsza dobra nowina, niż ta.

Brak odpowiedzi

Napisz odpowiedź