Wstyd bycia sobą

Wstyd bycia sobą

Znowu nie napiszę ani jednego mądrego słowa.
Co ja mam do powiedzenia?
Gdybym była nim. Gdybym była nią.
Wtedy na pewno, oj tak. Zdecydowanie wtedy, gdybym była mniej sobą, a bardziej kimś innym. Wtedy na pewno życie by mi się udało znacznie lepiej, niż gdy jestem sobą, tylko sobą.

*

Nerwowy myślotok, zawstydzające głosy wewnętrzne – wcale nie chcę ich słuchać, ale są jak krew w moich żyłach, połączenia neuronalne, ślady pamięciowe. Po moich arteriach toczy się nieprzyjemne uczucie, że coś ze mną nie tak, za mało mnie tej właściwej, że coś powinnam jak najszybciej zmienić, że zanim wyjdę do ludzi powinnam nałożyć najlepszy, najbardziej maskujący make-up uczuć, myśli, decyzji. Bo gdyby wiedzieli, co by pomyśleli? Lepiej pod osłoną jest dobrze, daję radę, nie ma tego złego schować wstyd, że coś mi cholernie bardzo nie wychodzi, że życie przegrywam, że słabość sączy się nieprzespanymi nocami, świty mieszają się z poszarpanymi snami.

Wstyd – tak bardzo pierwotne uczucie, że nawet nie znamy życia bez niego. Tak po prostu, jakby od zawsze, czujemy, że jacyś jesteśmy nie-bardzo, nie-halo. Całą długą listę niedoskonałości ukrywamy w różnych zakątkach siebie, by nie daj Boże ktoś się nie dowiedział.

*

Ta, co robi dobrą minę do złej gry, by nikt nie zorientował się, jak cierpi.

I ta, co chodzi bocznymi uliczkami, by nikt nie patrzył na jej grube ciało.

Ten, który pije w samotności, choć w ciągu dnia jest przykładnym dorosłym.

Inny, co po nocy przegląda strony pornograficzne, skrupulatnie usuwając historię z komputera.

I jeszcze ta, która tylko w łazience zakłada sukienki i sama oswaja się ze wstydem, ledwie patrząc w lustro.

Historie wstydu, ciekawsze, niż niejedna powieść, suspens i kryminał, thriller psychologiczny, często erotyczny, melodramat, lecz zazwyczaj tylko dramat. Bogactwo ucieczek, pościgów, krytyków, policjantów, sędziów, kochanków. Rozliczni zwykli ludzie uwikłani w mordęgę ucieczki od siebie.

*

Wstyd, który panuje nad nami mocniej niż Bóg. Skutecznie zmusza nas do budowania rozległych strategii obronnych, żeby tylko się nie dowiedzieli. To on skłania nas do wstawania z łóżka z myślami: jeszcze tyle do zrobienia, tyle muszę w sobie naprawić, wciąż coś nie tak. I ta mobilizacja do tuszowania słabości, ona może nas gdzieś zaprowadzić, może nawet daleko, ale jak potem, na końcu tej drogi, gruchniemy o beton, to tylko raz. Potem pozostanie już tylko jedno – przyznać się, choćby przed jedną osobą, do tej panicznej ucieczki, do tego ukrywania siebie.

Że tak, jesteśmy mali, słabi, niedoskonali. Że mamy okropne nawyki, podejmujemy głupie decyzje, grzeszymy jakbyśmy Boga nie znali. Że wciąż w nas jest przestrzeń niedopełniona, tak bardzo przerażona, że na świecie nie znajdzie się nikt, kto zechciałby nas pokochać takimi, jakimi jesteśmy. Ten lęk przed odrzuceniem, strach, że nie znajdę na ziemi bezpiecznej zatoki, że będę się musiał błąkać już do końca. Lęk, że nie będziemy chciani w tym pierwotnym wydaniu – niedoskonałym, zwyczajnym, z piegami, wadami, włosami w nosie, z tym okropnym nałogiem obżarstwa, z mapą zranień na ciele i ciągnącym się jak flegma smutkiem. To ten lęk napędza w nas przeraźliwy wstyd, ten wstyd kusi nas do tego, by tworzyć idealną wersję siebie.

*

Och, Boże, uchroń nas przed tworzeniem idealnej wersji siebie. Uchroń nas przed zgubną, nieskończoną, syzyfową ucieczką w doskonałość. Raczej zatrzymaj nas i pomóż nam się przyznać – przed sobą, drugim człowiekiem – że dłubiemy w nosie, gdy nikt nie patrzy, pod łóżkiem chowamy butelkę wina, a za naszym uśmiechem stoją tabletki przeciwdepresyjne. Pomóż nam zobaczyć nawzajem swoją kruchość i nagość, bo właśnie to wzajemne zobaczenie rozbroi nasz wstyd. Gdy zobaczymy tę powszechność, zwyczajność bruzd na ciele, umyśle i duszy. Zobaczymy, że ty też masz to, co ja mam, o, i zobacz, ona też ma.

Wstyd obnażony rozpuści się, ot tak. W niepamięć pójdą idiotyczne przecież pomysły, by być kimś innym, niż tylko sobą. 

2 komentarze

  • Dorota

    24.09.2017 o 08:28 Odpowiedz

    Czasami myślę sobie, że Bóg, chcąc nam troszkę pomóc, mógłby się objawić w Ciele Jezusa jako niski mężczyzna z dużym brzuchem i malutkim członkiem .Maryja zaś jako tłuściutka mała kobieta z krzywymi nogami i brakiem w uzębieniu…bo kiedy tak chrześcijanie przedstawiają Jezusa czy Maryję w idealnych ciałach to jeszcze trudniej zaakceptować siebie.

  • Beata

    16.10.2017 o 08:47 Odpowiedz

    Pewnie ,ze Bog moglby nam sie objawic jako osoba gruba ,krzywa i pelna niedoskonalosci,lecz kto wtedy robił by starania o to zeby byc do niego podobym? My mamy starac się byc najlepszą wrsja siebie,czyli unikac obzarstwa,wtedy nie bedziemy grubi,nie naduzywac alkoholu,wtedy nie bedziemy udawac ze wszystko jest w porzadku,itp. Bog jest dla nas wszystkich najlepszym wzorem ,z ktorego mamy czerpać,zebysmy mogli stawac sie podobnymi do niego. Ale nigdy nie bedziemy ideani jak on i to musimy zaakceptowac zeby nie popadac w kompleksy, bo Bóg jesst tyko jeden. Jesli swiadomie zaakceptujemy wszystkie swoje wady i niedoskonałości i przyznamy się do nich przed drugim czlowiekiem,wtedy o wiele latwiej jest nam z nimi walczyć. Zycze powodzenia!!!

Napisz odpowiedź