Panie, skoro Ty wiesz, ja nie muszę

Dziękuję Ci Ojcze za umiejętność stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi.

Nawet jeśli tych pierwszych jest z dnia na dzień coraz więcej,

a te drugie kruszą się, przestają wystarczać.

Porządkując notatki wpadam na te słowa, ni to modlitwy, ni to krzyku rozpaczy. Czytam i upewniam się, że najbardziej charakterystyczną cechą mojej wiary i całego życia jest niepewność. Choć moje materialne, uchwytne i konkretne życie toczy się naturalnym tempem, w mojej głowie, w moim sercu jest świat równoległy, inny. To ten, który czuje zapach pola po gorącym dniu. Ten, który zamiast spać, patrzy na odbijające się na dachach światło księżyca w pełni. Ten, który nieustannie próbuje dookreślić, donazwać, streścić sens życia w krótkich, precyzyjnych zdaniach, z uporem maniaka wierząc, że to możliwe. Ten świat zachwyca się prostotą odkrytego sensu i rozpacza nad niemożnością uzyskania odpowiedzi. O tym świecie z całą pewnością można powiedzieć jedno: świat niepewny.

Kiedyś z nim walczyłam, zakładając, że jest to świat do naprawy, błąd do wyeliminowania. Nieznośna dla mnie była niemożność uzyskania odpowiedzi. Pamiętam tak wiele momentów, gdy płakałam przed Bogiem i błagałam o objawienie mi sensu, znaczenia. Tyle razy nie mogłam się go doszukać i tak trudno było mi to wytrzymać. Potrafiłam dudnić pięściami o Niebo, zmuszać Boga o większą dosłowność i precyzję. Rzadko kiedy dostawałam cokolwiek ponad własną frustrację. Nie rozumiałam.

Do tego wszystkiego Słowo Boże: takie jasne, oczywiste, bezdyskusyjne. Chrystus – imię znoszące każdą niepewność, nadzieja pewności. Bóg, który autentycznie JEST jedną, jasną odpowiedzią. Zatem jak tę Bożą oczywistość pogodzić z doświadczeniem niepewności większości z nas?

Gdy naprzeciwko mnie siada pacjent i opowiada swój świat, nie mogę mu między oczy uderzyć Ewangelią, która jest pewnością. Muszę raczej, pokornie i w świadomości swojej niewiedzy, przyjąć jego niepewność, jego zabłąkanie. Będzie się szarpał, próbując wyrwać się niepewności (To co teraz mam zrobić?, Co dalej?, Jak to zmienić?), a ja będę poddawać się pokusie objaśniania mu wszystkiego. Dopóki jednak nie pozwolimy sobie na niepewność, nie dojdziemy nigdzie. Uwolni nas myśl, że niepewność jest rzeczą konieczną. Że nie zawsze wiemy: co, jak, dlaczego.

Odpowiedzi są na chwilę,

w mgnieniu oka przychodzą i znikają.

Teraz są właściwe, dobre,

ale na nic się zdadzą przy kolejnym

takim samym pytaniu.

Bóg wie, my nie. Nasza niepewność jest takim samym faktem, jak pewność Boga. Tego porządku rzeczy prawdopodobnie nie uda nam się nigdy zmienić. Pocieszające jest jednak to, że im dłużej ćwiczymy się w znoszeniu niepewności, tym bliżej Boga jesteśmy. Zawierzeni, oddani – nie musimy wiedzieć, by kochać, nie musimy wiedzieć, by zaufać. Z biegiem czasu jedyną modlitwą stają się proste słowa, które wystarczą nam zamiast odpowiedzi: Panie, skoro Ty wiesz, ja wiedzieć nie muszę.

1 Comment

Napisz odpowiedź

Newsletter

Nowe wpisy prosto na Twoją skrzynkę!

FreshMail.pl
 

Newsletter

Dołącz do społeczności Żyj po Bożemu i bądź na bieżąco!

FreshMail.pl
 

Newsletter

Nowe propozycje warsztatów prosto na Twoją skrzynkę!

FreshMail.pl