Opinie

Zobacz ofertę warsztatów! Zapisz się

Blanka Mazur

Blanka Mazur, Kraków

Moja opowieść

Nie mając najbledszego pojęcia czym będą poniedziałkowe spotkania o dość zagadkowym tytule „Żyj po Bożemu“, 3. października 2016 roku rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z samą sobą, z Panem Bogiem i z Drugim Człowiekiem. Lubię ten jesienny czas nazywać trampoliną bliskości. Zanim odważyłam się wziąć udział w warsztatach moja codzienność była mocno chwiejna. Nieświadoma prawdy o sobie pozwalałam negatywnym przekonaniom, emocjom, wspomnieniom i lękom panoszyć się po moim stęsknionym sercu. Miotana falami, bardzo chciałam wierzyć bardziej, wiedzieć więcej – nie znałam jednak sposobu. Czekałam…

Rozwiń historię

Kiedy 3. października, bardzo spóźniona, a więc zawstydzona i niepewna weszłam na trwające już pierwsze spotkanie, od razu poczułam się jak w ciepłym domu. Maja przywitała mnie z nieudawaną radością, a jej pełen pokoju i naturalnego uroku wzrok dał mi pewność, że jestem tu chciana i wyczekiwana.

 

Są takie przestrzenie we mnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Które uruchomiły się we mnie podczas warsztatów. To są moje skarby, soczyste owoce, które wciąż dają życie.

 

Sama forma spotkań była dla mnie czymś nowym: zetknięcie psychologii z Pismem Świętym, modlitwą do Ducha Świętego i wspólnotą, którą tworzyłyśmy przez sześć tygodni. Odkryłam prawdę o sobie i jednocześnie uwierzyłam w moją tożsamość Dziecka, którą mam w Bogu. Dostałam bardzo konkretne narzędzia i poznałam sposoby, jak trwać w tym, czego doświadczyłam.

 

Ugruntowało się we mnie pragnienie bycia w bliskości ze Słowem, któremu codziennie chcę wierzyć bez wahania. Ukłułam w swoim sercu tarczę opartą na Bożych Obietnicach, dzięki której  staję się ,,Twierdzą warowną, kolumną żelazną, murem ze spiżu’’ (Jr 1, 18). Pozwalam na to, aby Eucharystia, rozważanie Słowa i wspólnota prawdziwie mnie przemieniały, a Pan mógł do mnie mówić i mnie ochraniać. Teraz to ja mam kontrolę nad tym, co przychodzi z zewnątrz. Cała owinięta w Jego Słowo sama decyduję, czym i jak żyję.

 

Szalenie ważnym punktem warsztatów było dla mnie osobiste spotkanie z Mają. Długo zadawałam sobie pytanie ,,Skąd Ona ma tę mądrość, dobroć, prostotę, wiarę, piękno i całą masę innych, ultra potrzebnych, a tak deficytowych w świecie cech?’’.Zrozumiałam to po jakimś czasie, gdy bliżej ją poznałam – takie serce pełne przestrzeni, wolności, wyczucia, otwartości i pomocy drugiemu wyrabia w człowieku regularny kontakt ze Słowem.

Asia Malisz

ASIA MALISZ, KRAKÓW

Moja opowieść

Koniec grudnia dwa lata temu. Na horyzoncie kolejne puste Święta Bożego Narodzenia. I strach, że znowu nowy rok, a ja znowu nieprzygotowana. Przez ostatnie miesiące żyłam według planu, który zakładał trzy zadania: wstać, przeżyć, iść spać. Prawie się przyzwyczaiłam do codziennego udawania, że jest całkiem dobrze – w końcu mam co jeść i gdzie mieszkać, pracuję, jest przyzwoicie. A to, że nie jestem szczęśliwa, nie wiem kim tak naprawdę jestem i często towarzyszy mi w związku z tym lęk, niepewność i frustracja – podobno nie można mieć wszystkiego…  Podstawowe Boże prawdy, o których słyszałam od lat w Kościele, były czystą teorią w moim życiu: nie kochałam siebie, ani tym bardziej bliźniego i Boga. Po prostu utknęłam…

Rozwiń historię

Pamiętam ten moment, kiedy przeglądając Facebooka, zobaczyłam zaproszenie na warsztaty „Żyj po Bożemu”. Najbardziej przykuło moją uwagę zdanie o doświadczeniu realnej zmiany życia. Serio, da się? Przeczytałam opis i pomyślałam: „Idę tam. Koniecznie. Konieeeecznie!”. To było zaskakujące, bo zazwyczaj roztrząsam wszystkie „za i przeciw”, długo się zastanawiam, kręcę nosem, a tym razem decyzja była błyskawiczna. Po prostu wysłałam zgłoszenie i czułam, że dobrze robię. Przypadek? Nie sądzę.

 

Pierwsze spotkanie było trudne do tego stopnia, że pomyślałam o rezygnacji – stanięcie w prawdzie wobec tego, co się we mnie nazbierało i odsłonięcie się przed nowymi osobami dużo mnie kosztowało. Postanowiłam jednak zostać z pewnego ważnego powodu. Pamiętam, że zafascynowało mnie, jak Maja się modliła – niby kilka prostych zdań, a patrząc na nią, wiedziałam, że ona naprawdę z Kimś rozmawia – dziękuje, prosi i z totalną prostotą wierzy, że to otrzyma. Co to za Bóg? Nie wiedziałam, że można być z Nim tak zwyczajnie, tak blisko, tak prawdziwie. Później mogłam zobaczyć, że Maja zawsze pracuje w parze – ona i Bóg prowadzą te wszystkie warsztaty razem. To od samego początku zmieniało atmosferę spotkań. Przekonywało mnie, że nie jesteśmy tylko grupą dążącą do rozwoju osobistego, ale że tworzymy razem przestrzeń, w której szukamy czegoś więcej i budujemy na najmocniejszym fundamencie.

 

Żyj po Bożemu”, a potem kolejne warsztaty „Prostota” czy „Święty Spokój” to był dla mnie konkret: rozpracowywanie Słowa Bożego i siebie samej przy pomocy Ducha Świętego, a także ciekawie wykorzystanych narzędzi psychologicznych oraz odkrywanie, co robić, żeby żyć Słowem na co dzień, a nie zatrzymać się tylko na poziomie wysłuchania, wstępnego zachwytu i ostatecznie braku działania. Wyjątkowo cenne było robienie tego wśród wspaniałych ludzi, którzy dzielili się swoim doświadczeniem, pomysłami i wspierali. Do tej pory z większością utrzymuję kontakt – piszemy maile, spotykamy się, odwiedzamy, imprezujemy razem, modlimy się za siebie.

 

Dzięki „Żyj po Bożemu” mogłam zobaczyć siebie oczami Boga. Stało się to możliwe po wyrzuceniu z głowy fałszywych myśli i schematów oraz poznaniu i uciszeniu wewnętrznego krytyka. Okazało się, że nie jestem tym, co o sobie myślę, ale tym, co myśli o mnie Bóg. Doświadczyłam też, że Bóg nie jest tym, jakim sobie Go wyobrażam, ale, że jest jaki Jest. Czyli, że to dobry Tata, Abba, który zawsze się troszczy. Ten, który daje życie w obfitości. Dziś już nie czuję nerwowego napięcia z powodu rozdźwięku między tym, o czym słyszę w niedzielnej Ewangelii, a tym, czego doświadczam w moim życiu. Miłość do siebie i ludzi, słuchanie Bożego głosu, uzdrowienia i cuda stały się realną rzeczywistością w moim życiu. A jeśli czegoś nie rozumiem to siadam z Bogiem i pytam, słucham, milczę. Na szczęście to nielimitowana opcja. I ciągle się dzieje – bo jest więcej i jest możliwe.

Marta Zgorzałek (2)

MARTA ZGORZAŁEK, KRAKÓW

Moja opowieść

Zanim w kwietniu 2016 roku przyszłam na warsztaty „Żyj po Bożemu”, byłam osobą pogrążoną w smutku i rozpaczy. Panował nade mną strach i lęk, towarzyszyło mi niskie poczucie własnej wartości i dużo negatywnych myśli. Nie mogłam w nocy spać, bałam się kolejnego dnia, bałam się swojej przyszłości. Wiedziałam, że mam ogromną pustkę sercu, ale nie wiedziałam jak ją wypełnić, żebym w końcu była szczęśliwa. Myślałam, że może pomoże mi więcej pracy, więcej nowych znajomych czy więcej super rzeczy, które kupię. Porównywałam się z innymi ludźmi i wciąż byłam skoncentrowana na tym, czego mi brakuje. Nie czułam się wartościowa, więc szukałam akceptacji w drugim człowieku…

Rozwiń historię

W tamtej chwili wiedziałam tylko jedno – nie chcę tak żyć! Siedząc na środku swojego pokoju, który w tamtym momencie wydawał mi się cały czarny, z głębi serca powiedziałam: „Panie Boże, jeśli naprawdę istniejesz, to proszę Cię, pomóż mi, bo ja sama już nie potrafię”. Odpowiedź nadeszła szybciej, niż mogłam się spodziewać. To właśnie na warsztatach „Żyj po Bożemu” wszystkie kłamstwa temat mnie i Boga zostały złamane oraz zastąpione prawdziwymi, Bożymi myślami. Zaczęłam odkrywać obszary, w których Bóg obficie mnie obdarował. Z dnia na dzień czułam się coraz lepiej, zaczęłam doceniać to, co mam, przestałam skupiać się na brakach. Lęki i strachy, które towarzyszyły mi przez dłuższy czas, opuściły mnie i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Powróciły chęci do życia, energia oraz niekończąca się radość.

 

Warsztaty były dla mnie nie tylko czasem pracy nad sobą, dostrzegania swoich mocnych i słabych stron, ale przede wszystkim miejscem, gdzie można spotkać Pana Boga osobiście i w drugim człowieku. Nie spodziewałam się, że razem z innymi uczestnikami stworzymy taką wspaniałą wspólnotę! Na warsztatach panowała rodzinna atmosfera, doświadczaliśmy wzajemnego wsparcia, pomocy i miłości.

 

Dzięki „Zyj po Bożemu” rozpoczęła się moja niesamowita przygoda zwana Życiem – Życiem z Panem Bogiem! Sfera marzeń, która była przeze mnie bardzo zaniedbana, zaczęła żyć. Zrozumiałam, że Bóg – największy marzyciel – stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, więc też mam naturę marzyciela i mogę marzyć o wielkich rzeczach. Z całą mocą doświadczyłam tego, że dla wierzącego nie ma nic niemożliwego.

17901812_10212220773538242_1172666127_o

OLGA STRYCHARCZYK, WARSZAWA

Moja opowieść

Pierwszy raz zetknęłam się z „Żyj po Bożemu” na początku roku 2016, gdy uczciwie zabrałam się do pracy nad sobą i szukałam odpowiedniego wsparcia. Wiedziałam już, że niektórym moim znajomym pomogła w tym terapia, ale dopiero zaproszenie do życia po Bożemu oddało dokładnie to, do czego dążyłam, choć jeszcze nie potrafiłam tego tak trafnie nazwać…

 

Zaczęłam od warsztatów „Prostota”. Pomogły mi one zdystansować się do siebie, zobaczyć wyraźniej własną codzienność i nazwać to, co jest dla mnie najważniejsze, kim jestem. Ogromny spokój dały mi nie tylko ćwiczenia na warsztatach i bezcenne dzielenie się w grupie, ale przede wszystkim praca ze Słowem Bożym i Maja – żywy przykład prostoty…

Rozwiń historię

Po warsztatach stopniowo zaczęłam doświadczać tego, że jestem szczęśliwą drobinką, której Bóg wskazał prostą drogę do siebie. W konsekwencji zaczęłam przenosić uwagę z siebie na Boga, wierzyć w Jego obecność we mnie, nie we własne siły. Starałam się stawać lepszym człowiekiem przez prostotę, pracę nad sobą, rozwijanie talentów, które otrzymałam, więc przyjechałam na warsztaty „Żyj po Bożemu”. Przyjrzałam się całemu swojemu życiu, temu kim jestem i kim chcę być. Dzięki tym warsztatom z Mają i Bogiem, poczułam się wolna i zaczęłam poznawać Go na nowo. Bardzo pomogło mi świadectwo Mai, obserwowanie jak Bóg prowadzi nas jej rękami, jak pełnym prostoty jest Jego narzędziem. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że Bóg jest jedynym celem, a doskonałość, do której tak pragnę dążyć, to On.

 

Warsztaty „Święty Spokój” to dla mnie czas siedzenia z Bogiem w górskiej chacie z pięknym widokiem… Choć nie dla ludzi przyjechałam na te warsztaty, to właśnie wspólnota, która zawiązała się szybko w gronie uczestników, dała mi doświadczenie radości i miłości Boga. Usiadłam Panu Bogu na kolanach i poczułam się wolna i szczęśliwa jak w dzieciństwie. Tu zaczął się nowy rozdział. Chcę Go słuchać i dać się prowadzić jeszcze dalej….