Co powstrzymuje zmiany w naszym życiu?

Jest godzina 18:45, poniedziałek, trwają  warsztaty.

G. z lekko przygaszonym uśmiechem opowiada o sobie. Od niedawna jest szczęśliwą mężatką. Jej mąż jest przy niej, wsłuchuje się w jej potrzeby. Niczego im nie brakuje – myśli każdy, kto ich poznaje. A jednak G. ma trudności z zajściem w ciążę. Jej siostra i matka kiedyś w kółko powtarzały, że nie będzie dobrą matką. Ona  u w i e r z y ł a.

A. zastanawia się, co ona właściwie tutaj robi i jak szybko stąd uciec. Jej serce zaczęło nerwowo bić, kiedy tylko zrozumiała, że trzeba będzie się tutaj zajmować swoimi emocjami. Poczeka jeszcze te dwie godziny, a potem po prostu powie, że  r e z y g n u j e. Głupio tak, ale przecież nie da rady dłużej.

I jeszcze P. Gdy jest mu źle sięga po alkohol. Najczęściej, bo są też momenty z pornografią. Nie potrafi unieść ciężaru własnych emocji. Walczy z niewidzialnymi demonami o własnych siłach, czerpiąc ulgę z  u l o t n y c h   p r z y j e m n o ś c i. Nie ma nawet siły, by spróbować czegoś innego, chociaż słyszał, że podobno działa też modlitwa.

*

Wszyscy oni mają w głowie jedno pytanie – jak to się dzieje, że nasze życie się nie zmienia? Są zamrożeni w bólu, stagnacja jest ich codziennością. Nie trudno się dziwić, że boli. Życie, które zapomniało, czym jest wolność, zawsze gdzieś na dnie woła o ratunek. A jednak samo wołanie jakoś nie wystarcza. Od wołania zdziera się gardło i nic.

Za brak zmian chcieliby może obwinić trudną przeszłość, niezbyt udane cechy charakteru czy samego obojętnego Boga. Wszyscy to robimy. Krzyczymy, Bóg nie odpowiada, i tyle. Przecież zrobiliśmy, co mogliśmy. I nie jest nam miło słyszeć, że często to my sami powstrzymujemy zmiany w naszym życiu. Szeregiem fatalnych wyborów, utrwalonych schematów, niewłaściwych postaw.

Psychoterapeuci nazwali to oporem, Bóg – buntem upartego ludu.

*

WYCOFANIE Z PODEJMOWANIA DECYZJI

Samo się nie zrobi – powtarzali rodzice. Niektórzy tak zapamiętale, że dziwne, że tak wielu z nas nigdy tego nie usłyszało. Bo jakby we krwi mamy przekonanie, że zrobi się samo. Cośwkońcujakośkiedyś. Nie będziemy musieli podejmować żadnej decyzji i ryzyka z nią związanego. Z przyjemnością wycofamy się z trudnych wyborów.

Czasem kompletnie niepewni, co wybrać, a czasem przerażeni potencjalnymi konsekwencjami decyzji, będziemy trzymać się z daleka, z iluzoryczną nadzieją, że problem rozwiąże się sam.

UCIECZKA OD ODPOWIEDZIALNOŚCI

Niepodejmowanie ważnych decyzji jest tylko pochodną większego problemu – ucieczki od odpowiedzialności. No bo kto z nas – niech pierwszy rzuci kamień! – nie ma czasem potężnej ochoty ściągnąć z siebie ciężkiego plecaku życia i powiedzieć: Weź, Ty to za mnie zrób? Boli, nawet bardzo, gdy stajemy przed faktem, że każdy z nas jest sam odpowiedzialny za swoje własne życie. Radość płynąca z dojrzałej wolności ma swoją cenę – najpierw trzeba siebie odrzeć z dziecięcego pragnienia, by ktoś ogarnął nasze życie za nas.

ŻYCIE PRZESZŁOŚCIĄ

Opór przed zmianą manifestuje się też… przywiązaniem do braku zmiany. Brzmi dziwnie? A jednak – kurczowe uwiązanie do życia, które nas unieszczęśliwia, jest popularną postawą. Jeżeli w głowie nieustannie dialogujemy ze swoim rodzicem, próbując go przekonać, by był kimś innym, niż był – to znaczy, że żyjemy przeszłością. Jeśli za predyktor powodzenia w przyszłości uznajemy to, co działo się w przeszłości – to znaczy, że nasze trudne historie wzięły nas w niewolę. Jeśli pławimy się w bolesnych historiach nie chcąc zrezygnować z ich argumentów – to znaczy, że definiujemy siebie przez tożsamość ofiary.

Czy to Ty? Postanowiłeś kurczowo uczepić się swoich nieszczęść i za wszelką cenę nie puszczać? Kiedy jako psycholog dyskutuję z Tobą o możliwości zejścia z tej starej, niedziałającej, bezowocnej ścieżki, widzę, jak wijesz się w konwulsjach niechęci do zmiany. Może i jest Ci źle, ale przynajmniej bezpiecznie i znajomo. Prawda?

ZATRZYMANIE NA POZIOMIE DZIECKA

Tupiemy nóżką jak małe dzieci, choć nasze dzieciństwo jest już jak mgliste wspomnienie. Robimy to, bo w grzesznej naturze mamy bunt i wybieranie swojej własnej drogi. Problem jednak w tym, że naprawdę zostaliśmy zaprojektowani do wzrostu i wchodzenia na kolejne etapy rozwoju. Gdy więc tego nie robimy, jesteśmy tylko skarłowaciałą wersją samych siebie.

Jeśli mija kolejna dekada naszego życia, a wciąż zachowujemy się jak 10-latkowie, to naprawdę coś jest nie tak.

Może utknąłeś w pozycji wygłodniałego dziecka, które nieustannie żąda od ludzi dookoła, by zaspokajali Twoje braki miłości? A może liczysz na to, że ktoś za Ciebie podejmie ważną decyzję lub poprowadzi za rączkę? Lub po prostu lubisz okryć się ciepłą kołderką i rzucić: „Mamo, dziś nie idę do szkoły”, choć dawno już nie ma obok Twojej mamy, szkoła skończyła się lata temu, a jedyną osobą, która jest w stanie przeżyć Twoje życie, jesteś Ty sam?

SZUKANIE POCIESZENIA W NIEWŁAŚCIWYCH MIEJSCACH

Zamiast sięgnąć do właściwego źródła zmiany sięgamy po krótkotrwałe rozwiązania. Pocieszamy się na tysiące sposobów, przywiązując coraz mocniejszym węzłem do rzeczy, które nie dadzą nam ukojenia.

To opór, bo wybierając źle jednocześnie nie wybieramy dobrze. Idąc drogą zatracenia rezygnujemy ze zbawienia. Bóg nie ma szansy nas uwolnić, kiedy wędrujemy drogami Jemu obcymi. Jesteśmy w tym dosyć sprytni – idąc złymi drogami wołamy do Boga o to, żeby nas z nich uratował. Chcemy móc pozostać w zależności od naszych grzesznych przywiązań i jednocześnie doświadczyć wolności. Chcielibyśmy zjeść ciastko i mieć ciastko.

Tymczasem Bóg nie jest rozpieszczającym rodzicem, który za rączkę wyciągnie nas ze złych wyborów. Poczeka, aż podejmiemy samodzielną decyzję o powrocie na właściwą ścieżkę, a dopiero potem wkroczy w sytuację ze swoją łaską.

*

„Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich zażywać będziecie.
Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi” (Iz 1,19-20)

„Bóg przygotowuje dom dla opuszczonych,
na ziemi zeschłej zostają tylko oporni” (Ps 68,7)

***

Chcesz przerwać stagnację i uwolnić zmianę w swoim życiu?

Zapisz się na warsztaty Święty Spokój w dniach 9-12. listopada 2017. Przyglądamy się na nich mechanizmom, które odbierają nam spokój, rozbrajamy negatywne myślenie oraz tworzymy plan realizacji naszych potrzeb i marzeń. Klinij TUTAJ!

Dlaczego warto? Bo na warsztatach pracujemy nad realną zmianą, której skutki odczujesz w codzienności. Łamiemy opór i szukamy sposobów, by wrócić na właściwe ścieżki. Bardzo pomaga nam w tym Bóg – właściwie to On jest sprawcą całego zamieszania.

5 komentarzy

  • MM

    07.10.2017 o 19:59 Odpowiedz

    Próbuję pójść dobrymi ścieżkami i dalej… sucha ziemia. Ratowałem żonę z nowotworu (i udało się, ale nie za darmo). Zwolnili mnie po 16 latach z pracy, bo 4 prezesów z chciwości sprzedało gazetę. Rok temu po 19 latach zamknęliśmy ze wspólnikiem firmę, bo brakowało zleceń żeby się utrzymać. Wydawało się, że znalazłem swoje miejsce w tworzącej się wspólnocie. Po wielu pięknych chwilach, okazało się, że tam ludzie też walczą o liderzenie, zazdroszczą i narzucają innym bez żadnego szacunku swoją wolę. Kanał, aż miło, albo raczej niemiło. Ciągle szukam pracy, ale mam za dobre wykształcenie, jestem za stary, za duże doświadczenie (byłem kierownikiem, więc strach że kogoś wygryzę) i mnóstwo innych powodów. Długi gonią długi. Próbuję się nawracać, modlę się i już nawet skuczę. Co jeszcze mam zrobić? Nie żyję przeszłością ani zranieniami. Pójdę, gdzie mnie pośle. Ale biegam w jakimś coraz ciaśniejszym pudełku, od czasu do czasu ładując boleśnie głową w wieczko.

    • Maria Krzemień

      11.10.2017 o 11:45 Odpowiedz

      Panie Mirosławie, przykro mi, że przeżył Pan w życiu tyle trudności. To cenne, że się Pan nie poddał i w tym wszystkim jest Pan wierny Bogu.
      Trudno mi udzielić jednoznacznej rady na Pana pytania, zachęcam do udziału w warsztatach lub kontaktu osobistego. Pozdrawiam!

  • Ksenia

    12.10.2017 o 21:55 Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się wpis. Rzeczowy, przejrzysty i pomógł mi uporządkować moją dotychczasową pracę nad swoim rozwojem. Dziękuję 🙂

  • Rafal

    26.10.2017 o 07:55 Odpowiedz

    Myślę, że jest jeszcze kilka innych obszarów, które powstrzymują przed zmianami w życiu. Przykładowo kierowanie się opinią bliskich, czy znajomych. Co oni sobie pomyślą, lub co mi powiedzą? Sam tego doświadczyłem i wiem, że jest to mocny hamulec. Na szczęście, dzięki łasce Bożej pozbyłem się tego i zacząłem działać. Efekty widzę już w codzienności. Myślę, że nie jestem sam z takim doświadczeniem

Napisz odpowiedź