ADWENT: Trzeba natychmiast żyć

Irytujący i bolesny mróz przedziera się do mieszkania przez okienne szczeliny, pobliskie pagórki stopniowo pokrywa kilkucentrymetrowa warstwa brudnego śniegu, a zza ściany dobiegają mnie dźwięki „Cichej nocy” kaleczonej na flecie przez córkę sąsiadki. Nerwowo próbuję zdążyć ze wszystkim, domknąć sprawy, ogarnąć się jakoś, zanim spadnie na mnie świadomość, że to już – lecz wcale mi to nie wychodzi. Przez chwilę zarzekam się i usprawiedliwiam, że pokonało mnie tempo i nadmiar zadań, ale gdzieś podskórnie wiem, że to nieprawda. Wiem, że po raz kolejny zabrakło mi tęsknoty i zaangażowania. Zabrakło decyzji, by postawić wszystko na jedną kartę.

Więc w tym chaosie po prostu przyszedł. Adwent. Czas oczekiwania, którego potencjału chyba nigdy nie poznaliśmy do końca, sprowadzając go do redukcji grzechów, mnożenia dobrych uczynków, ewentualnie umycia okien i zadbania o fajne prezenty. Zdałoby się, że już nic nie pozostało z tego, do czego zostaliśmy wezwani wiele lat temu: przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki.

Bo prawda jest taka, że gdzieś w międzyczasie opadliśmy zwiędli jak liście i nikt już się nie budzi, by się chwycić Ciebie. Kiedy i jak to się stało, że z gorliwych, trochę szalonych i energicznych ludzi zamieniliśmy się w zmożone snem pustynie? W naszych sercach tyle rozczarowania, goryczy, niechęci do Ciebie. Choć nikt nie mówił nam, że życie z Tobą będzie łatwe, z jakiegoś powodu ubzduraliśmy to sobie i zaczęliśmy liczyć na proste i szybkie odpowiedzi. Gdy po jakimś czasie zobaczyliśmy, że w relacji z Tobą zazwyczaj się na Ciebie czeka i Ciebie szuka, a nie jednoznacznie i bezdyskusyjnie doświadcza, załamaliśmy ręce, poszliśmy z dala od Twoich dróg, a nasze serca stały się nieczułe na bojaźń przez Tobą.

I teraz już naprawdę mało kto wzywa Twojego imienia. Mało kto z determinacją wstaje wcześniej, niż strażnicy poranka, by Ciebie spotkać.

I tylko lekko znudzeni, a mocno sfrustrowani przyglądamy się, jak ważne dla nas sprawy płoną w pożarach. Wszystko, co kochamy, na naszych oczach zamienia się w zgliszcza. Patrząc nie mamy nawet cienia refleksji, że to my podłożyliśmy ogień. Że grzeszymy od dawna i jesteśmy zbuntowani. Że nie jest dla nas atrakcyjne wierne staranie się o dom, który nam zostawiłeś, wypełnianie swoich zadań z miłością i poświęceniem, czuwanie, aż przyjdziesz.

No bo tak naprawdę kto by jeszcze czuwał w dzisiejszych czasach? Czuwać to może nasz nowy ledowy telewizor na stand-by’u, by w odpowiedniej chwili zapodać nam nową dawkę serialowych bodźców. Albo nasz migający zielonym światełkiem router, który daje nam poczucie kontaktu. No i nasz smartfon, nigdy nie wyłączany, czekający na nadejście nowych powiadomień-smsów-maili-alertów.

Ale my? My śpimy i mamy się jak najlepiej. Przed oczami mignie nam czasem w internetach cytat brzmiący jakby powiedział go jakiś wieszczący koniec świata domorosły prorok: „Trzeba natychmiast żyć, jest mniej czasu, niż się wydaje”. Yhm, yhm, super słowa, tak, poruszają nas. Utrzymujemy na nich skupienie jakieś pięć sekund, by za chwilę przenieść uwagę na nowy obrazek, mem czy post. W tym tempie realnie nie przemienia nas nic. NIC.

Świat nie pomaga nam się zbudzić – jemu jest na rękę, że śpimy.

Nie wiemy, kiedy przyjdziesz. Zaskoczysz nas – to pewne. Tymczasem wielu z nas prześpi Adwent. Prześpimy wołanie: jestem blisko, u drzwi, kołaczę, otworzysz? Prześpimy szansę na spotkanie dużo dłuższe, niż pięć sekund, prześpimy szansę na miłość.

No i dobrze byłoby przyznać, że to nie jest tylko tak beztrosko, że „ojeju, znów tak szybko minął mi grudzień, nawet nie miałem czasu się modlić”. Bo grudzień zamienia się niepostrzeżenie w styczeń, styczeń w cały rok, a cały rok w styl życia. Styl życia, który już nie czuwa na nadejście Boga, bo mu się odechciało. Styl życia, które zapamiętuje się na amen w samowystarczalnym schemacie, konsumpcjonistycznym rozpędzie, pełnym rozczarowania narzekaniu, po to, by w końcu utknąć w pozornie błogiej, a tak naprawdę głęboko nieszczęśliwej codzienności bez ani ziarenka wiary.

***

Wszystkie fragmenty napisane kursywą pochodzą z Pisma Świętego.

Tak, Pisma Świętego.

Pamiętasz jeszcze, co to takiego?

Czy raczej stoi na Twojej półce nówka nieśmigana, oprószona kurzem?

Zrób różnicę. Otwórz Pismo. Obudź się.

Trzeba natychmiast żyć, jest mniej czasu, niż się wydaje.

4 komentarze

  • Alicja

    03.12.2017 o 14:15 Odpowiedz

    Maju, dziękuję :*

  • blanka

    03.12.2017 o 21:12 Odpowiedz

    świetny i zawstydzający wielokrotnie

  • Ania

    01.01.2018 o 18:33 Odpowiedz

    … W sedno. Świetnie piszesz Maju, tak prawdziwie.

Napisz odpowiedź